Obudził mnie dziwny dźwięk. Jakby koraliki spadały na podłogę.
Z trudem otworzyłem oczy. Za oknem noc ustępowała świtowi. Zapaliłem lampkę, rozejrzałem się po pokoju. Nic dziwnego nie zauważyłem, ale… w pobliżu biurka pojawiły się jakieś szelesty.
Myszy czy co?
Podszedłem ostrożnie a tam…
Część na podłodze, część na skraju biurka, leżały rozsypane, przemieszane, niezdarnie próbujące się podnieść, wrócić na swoje miejsca.
Kolorowe literki.
Wczoraj pieczołowicie pozbierane z internetu, zapisane w rozmowie z klientem, przygotowane do porannego pisania.
„Co się stało?” – zapytałem.
„Och nie gniewaj się na nas” – próbowały krzyknąć jednym głosem.
„Nie mogłyśmy doczekać się rana, kiedy Twoje palce poukładają nas w fajne wyrazy, piękne zdania, ciekawe akapity. Kiedy z tego wszystkiego skomponujesz emocjonujący tekst, a dzięki temu nadasz sens naszemu istnieniu. To takie ekscytujące, że nie mogłyśmy wytrzymać i próbowałyśmy same trochę się poukładać.”
„No już dobrze” – uśmiechnąłem się do przestraszonych literek. „Dajcie mi się trochę ogarnąć i zaparzyć kawę. Jest bardzo wcześnie, ale możemy to zrobić teraz.”
I tak nieco zaspany, ale bardzo ucieszony taką chęcią współpracy, zacząłem stukać w klawiaturę, a tekst sam popłynął.
W sumie to dobrze. Kolejne zlecenie dla klienta zrobione.
Może uda się nieco skrócić kolejkę oczekujących.